Sopot: Seafood Station

Zabieram Was do miejsca, w którym prawdopodobnie spełnią się Wasze wszystkie nadmorskie zachcianki. Znajdziecie tu steka z tuńczyka, krewetki, fish&chips, ośmiornicę, małże, śledzia, doradę, dorsza czy kalmary. Wszystko to przyrządzane jest z wysokiej jakości składników, komponowane fantazyjnie i spójnie. Zabieram Was tu, bo teraz skosztujecie aż trzydaniowego menu w ramach festiwalu Restaurant Week. Ciekawi, co oferuje Seafood Station przy sopockim dworcu?

 

 

Po części się nie dziwię, że Seafood Station zgarnął w poprzedniej edycji tyle pochwał i nagród. Od samego wejścia, pasuje mi tu wiele wątków. Wśród nich jest przede wszystkim wystrój, który nie jest napompowany i łączy w sobie klimat ulicznego sklepiku rybnego z restauracją pełną światła, sterylności i klasy.

 

Na specjalną uwagę zasługuje również załoga Seafood. Nie zawsze zdarza się, że obsługa tak świetnie współgra z miejscem, w którym pracuje. Wzorowa wiedza na temat podawanych dań, zaskakująca świadomość, w jaki sposób dania są przyrządzane, no i najważniejsze: serdeczność. Zaczęłam uwielbiać ją od samego wejścia.

 

To, co jest siłą tego miejsca to konsekwencja i budowanie wizerunku, jako restauracji, w której ryby i owoce morza stawiane są faktycznie na pierwszym miejscu. Nie ma tu ściągania turystów klasyczną pizzą, spaghetti czy kremem z pomidorów. Seafood Station odpowiada jednak na potrzeby rynku we własnej interpretacji. Na przykład popularne burgery podawane są tu w wersji rybnej, tatar przyrządzany jest z łososia, a carpaccio z ośmiornicy. Oczywiście, znalazłam jedną opcję wegetariańską (sałatka z kozim serem i burakiem) oraz trzy opcje stricte mięsne. Po części się nie dziwię – gastroturystyka w naszym rejonie jest naprawdę humorzasta, wymagająca i trudna 😉

 

No, ale do rzeczy.
Restaurant Week trwa do 30 kwietnia i w tym czasie możecie za 49 polskich złotych przekonać się na własnym podniebieniu, czy owoce morza to Wasz smak.

 

W Seafood Station do wyboru macie dwa menu:

Menu 1

 

  1. Przystawka: Carpaccio z Tuńczyka / Sezam / Czarne Oliwki / Parmezan / Wasabi
  2. Danie główne: Grillowana Ośmiornica / Młode Ziemniaczki / Pomidor / Świeże Zioła / Limonka
  3. Deser: Mus z Białej Czekolady / Ananas / Martini / Kokos / Migdał
 

Menu 2

 
  1. Przystawka: Szprot / Oliwa / Rucola / Czerwona Cebula
  2. Danie główne: Zapiekane Małże Nowozelandzkie / Parmezan / Zioła / Szalotka / Sałata
  3. Deser: Melon i Arbuz / Prażone Pini z Miodem / Crème Fràiche / Limonka z miętą

 

Oprócz powyższych, festiwalowicze otrzymują amouse bouche (niewielki poczęstunek podawany przed przystawką) w postaci pasty z wędzonej makreli na świeżej bagietce. Wszystkich miłośników pasty makrelowej może zdziwić fakt, że zrobiona jest z dodatkiem twarogu. Z doświadczenia wiem, że w większości domów podaje się ją z dodatkiem ugotowanych i posiekanych jaj lub majonezu. Szczerze, nie wyczułam większej różnicy, a połączenie z drobno pokrojonym ogórkiem i koperkiem przywołał smak domowych kanapek. Pasta jest pyszna i bardzo swojska (legenda głosi, że można ją kupić na wynos;-) ).

 

 

Po przegryzieniu kilku kawałków bagietki z pastą z wędzonej makreli, Wasze podniebienia będą podrasowane i gotowe na główną ucztę. A ta szykuje się naprawdę wyjątkowo!

 

 

 

Menu 1: Carpaccio z Tuńczyka / Sezam / Czarne Oliwki / Parmezan / Wasabi

Oh, co to było za carpaccio! Mięciutkie, idealnie cienkie, aksamitne. Mój M. aż przyjemnie mruczał i mogę śmiało stwierdzić, że ta wersja konkuruje z najlepszą wołową, jaką kiedykolwiek jadł. Wasabi okazało się słabo ostre, zatem nie martwcie się, że wypali Wam buzię, zanim dostaniecie danie główne. Ta przystawka może powalić na kolana.

 

 

 

Menu 2: Szprot / Oliwa / Rucola / Czerwona Cebula

Przystawka podawana jest na ciepło i warto sowicie skropić ją cytryną. Szprotki (zawsze śmieszy mnie ta nazwa) są ultraprzyjemne w przegryzaniu i sprawiają dużo radości, gdy je się rękoma. Niekoniecznie maczałam je w oliwie – same w sobie są na tyle pyszne i miękkie, że nie chciałam podbijać struktury czymś tłustym. Oliwę natomiast wykorzystałam do mojej ulubionej czynności: maczania kawałka pieczywa z dodatkiem zmielonej soli i pieprzu. I w tym miejscu się zatrzymam: bagietka mogłaby być bardziej chrupiąca, wręcz spieczona.
Nieprzydatna okazała mi się tu również czerwona cebula, ale jest to moje bardzo subiektywne wyznanie. Tych dużych krążków mogłoby tu nawet nie być. Szproty w wersji solo z cytryną – 10/10!

 

 


 

Menu 1: Grillowana Ośmiornica / Młode Ziemniaczki / Pomidor / Świeże Zioła / Limonka

Mięsistość i struktura tej ośmiornicy będzie mi się jeszcze śniła po nocach. Przyjemna w gryzieniu, dobrze ugrillowana i eksponująca słodko-słony smak. Cudowna. Podawana jest z dobrze wypieczonymi ziemniaczkami (i to są prawdziwe ziemniaczki, nie łódeczki z frytury!), pomidorkami i sałatą. Gdy ja jadłam swoje delikatne małże, M. stwierdził, że ta ośmiornica jest zdecydowanie męską wersją całego menu. Silny gracz festiwalu!

 

 

 

Menu 2: Zapiekane Małże Nowozelandzkie / Parmezan / Zioła / Szalotka / Sałata

Wybierając te danie, dostaniecie pokaźnej wielkości małże schowane pod parmezanem zapieczonym z orzeźwiającą mieszanką a’la surowa salsa (pomidorki, szalotka, zioła). Danie jest nie tylko pięknie podane, ale sprawia też dużo przyjemności z jedzenia, zarówno wyciągania mięsa widelcem, jak i konsumowania bezpośrednio z muszli. Na Waszym talerzu pojawi się też kilka kromek bagietki oraz miks zieleniny, w tym moich ulubionych kiełków słonecznika. Pyszne i z pewnością wyróżniające się danie. Małże nowozelandzkie cechują się również wyjątkowym kolorem muszli – przejrzyjcie je po posiłku!

 

 

 

 

Menu 1: Mus z Białej Czekolady / Ananas / Martini / Kokos / Migdał

Menu 2: Melon i Arbuz / Prażone Pini z Miodem / Crème Fràiche / Limonka z miętą

 

Te desery nie są silnym graczem w kontekście wszystkich oferowanych słodkości w trakcie festiwalu, ale… nie muszą z niczym konkurować ani wygrywać w osobnych kategoriach. Są bowiem integralną częścią całego festiwalowego menu Seafood Station – a chyba o to w tym chodzi, by deser wieńczył wszystko i pasował do swojej rodziny, a nie odgrywał osobną przypadkową rolę, prawda?

Te desery doskonale orzeźwiają i reserują kubki smakowe, pozostawiając przyjemną nutę po całej uczcie. Są świetnie zgrane i nie tylko spajają całość, ale też świetnie współgrają między sobą. Tak naprawdę, kelner mógłby podawać je losowo, bez rozróżnienia, do którego menu są przypisane – każdy z nich wywołuje podobny efekt, choć wersja z mango i arbuzem jest nieco lżejsza i mniej słodka. Desery dobre i odpowiednie do klimatu. W momencie ich przegryzania, nie marzyłam o ciepłym brownie, kruchej bazie, czy ciężkim serniku. Podświadomie chciałam jeść właśnie to.

 

 

 

 


Pamiętajcie, że festiwal Restuarant Week trwa do 30 kwietnia. Szczegóły i zasady akcji znajdziecie tu: klik


Seafood Station Restaurant, Bar&Grill

Adres: Dworcowa 7, Sopot 

Rezerwacje: https://restaurantweek.pl/wyszukiwarka/


 



2 thoughts on “Sopot: Seafood Station”

  • Dobra knajpa – rzeczywiście spełnia zachcianki, ale jest drogo. Za dorsza w beszamelowym sosie, trzy ostrygi, i z dwa kieliszki wina w ubiegłe wakacje zapłaciłam tam 160 zł. 160 zł za jedną osobę to dużo moim zdaniem. Byłam ostatnio w Warszawie w Restauracji Akademia – mają bardzo fajny wybór ryb. Polecam jak ktoś będzie się wybierał do Wwy. Dla porównania choćby. Obie restauracje zdają się być bardziej eleganckie.

    • Masz rację, dlatego sądzę, że na ośmiornicę wybiorę się tam ponownie przy specjalnej okazji. Ot, dla uczczenia czegoś ważnego 🙂
      Dzięki za inspirację warszawską. Gdy pojawię się w stolicy, będę pamiętała o tym miejscu 😉 pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *