Sopot: Art Deco / Sofitel Grand Sopot

Czy można lepiej zobrazować miejsce, o którym chcę Wam opowiedzieć? Mała podpowiedź: krążycie po sopockim molo z partnerem. Spacerujecie i wpatrujecie się w morze. Nagle odwracacie się i widzicie widok, ten sam od wielu lat. Ogromny i słynny hotel. Budzi zaciekawienie. Ile tajemnic w sobie skrywa? Jak wyglądają tam noce? Ile szampana się tam wypiło? A jak się tam je? Poszłam i uzyskałam odpowiedź. Oto wiosenne menu restauracji Art Deco w sopockim Grand Hotelu.

 

Miejsce: Restauracja Art Deco, Sofitel Grand Sopot (tak, to poprawna nazwa)
Szef kuchni: Tomasz Koprowski
Rodzaj kuchni: polsko-francuska, sezonowa
Adres: ul. Powstańców Warszawy 12/14

 

LOKALIZACJA

 

Tu chyba nie muszę nikogo naprowadzać. Jestem przekonana, że większość z Was dokładnie zna ten adres, szczególnie dlatego, że Grand Hotel pracuje na sławę i miano miejsca luksusowego już od lat 20-tych.

Podpowiem jednak, jak odnaleźć się w samym środku. Wchodząc głównym wejściem, od razu ujrzycie recepcję, a w oddali salę. Podzielona jest jakby na dwie części – jedna w hotelowym zaciszu, druga przy oknach. Polecam tę drugą, gdzie będziecie mogli rozkoszować się wspaniałym widokiem i, przegryzając fantastyczne dania oraz popijając ulubiony trunek, poczujecie się naprawdę wyjątkowo. I właśnie z tego miejsca (miałam przyjemność spędzić czas w dokładnie taki sposób), chciałabym poruszyć jedną z ważniejszych kwestii, która zapewne Was interesuje: czy nie jest tam sztywno?

 

ATMOSFERA

W Sofitel Grand Sopot czuć luksus, dbałość o każdy szczegół i bogatą historię. Czuć to w ścianach, wystroju, zapachu, dźwiękach. Czuć to również ze strony załogi, jednak interpretujcie to proszę w sposób zrównoważony. Idealnym określeniem ludzi, którzy tworzą tam atmosferę jest: klasa. To uśmiechnięte, pełne serdeczności i profesjonalizmu osoby, które najbardziej chcą tego, abyście byli zadowoleni i czuli się swobodnie. Tu kelnerzy podają serwety na kolana oraz serwują dania w spójnym jednakowym rytmie. A wszystko to z domieszką szczerego uśmiechu.

 

Załoga Sofitel Grand Sopot oraz mieszczącej się w nim restauracji Art Deco to załoga pełna uprzejmości połączonej z niebywałym luzem. Porozmawiacie tu nie tylko o drogich koniakach, ale też o wypadzie do Zakopanego, czy minionym koncercie. To, na czym mi zależy to podkreślenie i przekonanie Was, że w tym miejscu naprawdę nie będziecie się czuć… dziwnie? nieswojo? Odnoszę wrażenie, że restauracje hotelowe, a tym bardziej takie, jak ta w tym słynnym sopockim Grand Hotelu, oklejone się metką „niedostępna i droga”. Niesłusznie.

 

Dlatego też przybywam i prezentuję Wam najnowszą wiosenną kartę menu, którą skomponował szef kuchni Tomasz Koprowski. Inspirował się przy tym przede wszystkim naszą polską kuchnią, nadmorską lokalizacją, Francją oraz sezonowością. Oto, co powstało. A powstało dużo pysznego. I w przyzwoitych cenach.

 

MENU

 

Na wstępie. Wszystkie poniższe zdjęcia prezentują dania w wersji degustacyjnej. Nie sugerujcie się proszę wielkością. Jest ona nieadekwatna do prawdziwej porcji. Sugerujcie się natomiast smakiem i emocjami, które doświadczyłam;-)

 

To, co trzeba również zaznaczyć to to, że dania są naprawdę piękne. Zanim przystąpicie do przegryzania, jestem przekonana, że mimowolnie podniesienie kąciki ust do góry, a Wasze oczy powiększą się z zadowolenia. Być może chwycicie również za aparat i zechcecie uwiecznić te dzieła.

Amuse bouche: pierś z perliczki z ogórkiem z Kartuz, pomidorkiem i agrestem

 

 

PRZYSTAWKI

Danie, które widzicie powyżej, otrzymaliśmy jako amuse bouche i niestety nie mogę zagwarantować Wam, że dokładnie takie również otrzymacie w oczekiwaniu na zamówione pozycje. Perliczka z ogórkiem z kartuz okazała się doskonałym starterem i pobudzaczem kubków smakowych. Jej delikatna struktura z wyrazistym ogórkiem i jeszcze bardziej wyrazistym agrestem sprawiła, że poczuliśmy się, jak po dobrej rozgrzewce.

 

Poniżej natomiast prezentuję Wam przystawkę: pierogi z farszem z homara i ryb bałtyckich. Podane zostały na doskonałym puree z brokuła, z odrobiną musu na bazie szafranu i kawałkami ośmiornicy. Celowo nie wymieniam tu pomidorków, bo dla mnie równie dobrze mogłoby ich nie być. Pierogi, a dokładniej farsz, to absolutny „must to eat” podczas wizyty w Sopocie. Wyobraźcie sobie przegryzanie tej mikstury z widokiem na molo. Szczególnie popołudniu, gdy niebo staje się różowe. Mmm.

Przystawka: pierogi z farszem z homara i ryb bałtyckich, podane na puree z brokuła, musem na bazie szafranu oraz z dodatkiem ośmiorniczek i pomidorków konserwowych (38 zł)

 

 

Kolejna propozycja przystawki to foie gras z grillowaną brioszką, malinami i uwaga…czekoladowym makaronikiem. I choć foie gras to dość kontrowersyjne danie, potrafi skraść serce niejednemu mięsnemu miłośnikowi. Mocno wyczuwalny pasztetowy posmak genialne przełamuje się z maliną. Tak, stwierdzam, że bez słodkiego połączenia, to danie mocno by ucierpiało. Brioszka, czekoladowy makaronik, sos malinowy i foie gras… musicie wziąć wszystko na jeden kęs i połączyć smaki. Wtedy tak naprawdę poczujecie, co autor miał na myśli.

 

 

Na zdjęciu możecie dopatrzeć się również jadalnego złota, które w menu nie jest wymienione. Wymienione jest natomiast przy tarcie cytrynowej, na której go zabrakło podczas mojej wizyty. Śmiem twierdzić, że nastała mała spontaniczna zamiana, zatem złota nastawiajcie się i spodziewajcie raczej w deserze 😉

 

Oprócz powyższych przystawek, w karcie znajdziecie również:

  • Sałata z tuńczykiem
    (sałata rzymska, pomidory, figi, oliwki, karczochy, pokrzywa) – 29zł
  • Sałata z kaczką
    (młoda sałata, rzodkiew, pomidor kiszony, rabarbar, agrest) – 29zł
  • Tatar wołowy
    (wołowina sezonowana, rukola, dym dębowy, zioła, trawa żubrowa) – 49zł
Przystawka: foie gras z grillowaną brioszką, maliną i sosem malinowym, czekoladowym makaronikiem oraz jadalnym złotem (45 zł)

 

ZUPY

Przed Wami zupa szczawiowa. Podana jest z jajkiem przepiórczym w koszulce, pianą ze śmietany i paluchem z ciasta francuskiego. Całość? Odpowiednio kwaśna, gęsta, ale nie zagęszczana. Pływająca w niej chrupiąca cebulka pozwala na przegryzanie i przełamywanie smaków. Raz kwaśno, raz słono, raz słodko. We mnie wywołała tęsknotę za szczawiem z ogrodu babci. Zupa smakowała tak domowo i tak idealnie, że mogłabym zatopić się w restauracyjnym fotelu, włożyć papcie i do końca wieczoru przeglądać stare fotografie. Ot tak, domowo i bez pompy. Po prostu pysznie.

Oprócz niej, spośród zup możecie wybierać:

  • Consomme  (ryby bałtyckie, koper, zielone pomidory) – 28 zł
  • Żurek (majeranek, chleb, palony czosnek) – 28 zł
Zupa szczawiowa z jajkiem przepiórczym w koszulce, prażoną cebulką, pianą ze śmietany i paluchem z  ciasta francuskiego (28 zł)

 

DANIA GŁÓWNE

Po lewej stronie widzicie halibuta na batatowym puree. Nieco suchy, ale jednak dobry i świetnej jakości. Wydaje się, że słodkie puree i chrupiący groszek to konieczne dodatki. W całości zaskakują oliwki, które niespostrzeżenie możecie nabrać na widelec, a wtedy smak niespodziewanie się podkręca. I tak samo, jak pierogi – pomidorki koktajlowe są tu elementem wizualnym, bo dla mnie mogłyby nie istnieć.

 

Po prawej stronie królowa: pierś z kaczki na idealnie słonej czarnej soczewicy, z dodatkiem młodej słodkiej marchewki i niebieskiej kapusty. Do tego sos malinowy, który jak się potem okazało, jest strzałem w dziesiątkę. Słodki owocowy dodatek to wręcz obowiązek do tak delikatnej i aromatycznej kaczki. Doskonałe!

 

Z dań głównych możecie wybrać również:

  • Polędwica z dorsza
    (fasolka szparagowa, młode ziemniaki, zioła, żółty burak, kiszone ogórki) – 55 zł
  • Risotto cytrynowe
    (szparagi, papryka, czosnek niedźwiedzi) – 65 zł
  • Gicz cielęca
    (limonka, ziemniak, groszek, wędzone pomidory) -75 zł
  • Polędwica wołowa
    (szparagi, bób, młode ziemniaki, kurki, czerwone wino) – 79 zł
Po lewej: danie główne – filet z halibuta podany na puree z batatów, z dodatkiem oliwek, młodego groszku i pomidorków (68 zł) Po prawej: danie główne –  pierś z kaczki na czarnej soczewicy i delikatnej niebieskiej kapuście, z sosem malinowym, młodą marchewką oraz jadalnym fiołkiem (65 zł)

 

DESERY

Są i one. Desery. Przegryzałam dwie pozycje i szczerze? Nie potrafię określić, która z nich jest lepsza. Każda na pewno wyjątkowa na swój sposób i trafiająca w inne emocje.

 

Po lewej stronie widzicie sernik z kawałkiem gruszki, sorbetem gruszkowym, sosem malinowym i ciastem francuskim. Wściekle słodki, łączący w sobie tyle smaków, że dostaniecie ekstazy. Pamiętajcie jednak, że po tym deserze jeszcze długo będziecie zasłodzeni. Kawa jest tu wskazana!

 

Po prawej stronie trzymam coś, co jest określone jako „dekonstrukcja tarty cytrynowej”. Sęk w tym, że moim zdaniem to raczej tarta cytrynową z dekonstruowaną bezą. Mocno orzeźwiająca, świeża, kremowa. Mój M. mruczał, gdy ją przegryzał. A cytrynowiec mojej Mamy to jego ulubiony deser. Jest zatem specjalistą w tych smakach, zatem ufam mu, że tarta jest godna polecenia.

 

W deserach znajdują się jeszcze pozycje:

  • Czekoladowy fondant
    (truskawki, lody śmietankowe, wata fiołkowa) – 28 zł
  • Sorbet
    (burak, szczaw, cytryna, truskawka) – 25 zł
Po lewej:  deser – sernik z gruszką, podany na palonym maśle, z dodatkiem lodów gruszkowych i ciasta francuskiego (28 zł) Po prawej: tarta cytrynowa z trawą żubrową, miodem akacjowym i bezą (28 zł)

 

 

Na zdrowie! My swoją wizytę w Art Deco umilaliśmy sobie degustacją brandy, koniaków i szampana, prowadzoną przez rewelacyjnego i doświadczonego Piotra Wesołowskiego – ambasadora Remy Martin. Mogę Wam zagwarantować, że każde dania z wiosennej karty świetnie komponują się z tego typu alkoholem. Jeśli jednak nie jesteście fanami takich trunków, czeka na Was doskonałej jakości karta win, wybór szampanów, polskich wódek czy bezalkoholowych napitków.

 

 

Te wspaniałe jedzenie zasługuje na odpowiednie napoje. Niech się dzieje. W końcu to Sopot!

 

Art Deco w Sofitel Grand Sopot to nie jest miejsce na codzienny obiad. Jest natomiast świetnym miejscem na okazję, chęć rozpieszczenia czy odrobiny zasłużonego relaksu. Ceny przystawek, dań głównych i deserów są na takim poziomie, że moim zdaniem można śmiało pozwolić sobie raz na jakiś czas na odwiedziny.

 

Jeśli zatem odwiedzą Was goście, poczujecie chęć sprawienia niespodzianki partnerowi podczas sopockiego spaceru lub zbliża się ważny moment – wiecie, co wziąć pod uwagę.

 

Byliście? Koniecznie dajcie znać w komentarzu, jak było.

 

p.s. Zapomniałabym! W Art Deco w każdy czwartek gra i śpiewa na żywo czarujący Gracjan Kalandyk. Jakież to szczęście nas spotkało, że właśnie wtedy przegryzaliśmy i popijaliśmy. Magia. Pamiętajcie o tym, podczas planowania wizyty 😉



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *