Gdańsk: Papieroovka

Wielu z Was pyta: „gdzie warto wybrać się na Restaurant Week?”. To właśnie w ukłonie do tej odpowiedzi, w miasto wyruszają ambasadorzy akcji. aby sprawdzić specjalnie dla Was, gdzie można dobrze przegryźć, jak wyglądają dania oraz, czy warto wrócić tam po festiwalu. Ja na pierwszy ogień postawiłam Papieroovkę. Miejsce, którego do tej pory nie znałam.

LOKALIZACJA

 

 

Papieroovka znajduje się w hotelu Sadova na ul. Łąkowej 60 w Gdańsku. Jeśli ulica i jej numer niewiele Wam mówi, wyjaśnię prościej: naprzeciwko Akademii Muzycznej.

 

Do Papieroovki śmiało traficie (i przede wszystkim dojdziecie na pieszo!) nawet ze starówki, idąc przez Wyspę Spichrzów w stronę ul. Elbląskiej. Jeśli jedziecie tramwajem, wysiądźcie na przystanku „Akademia Muzyczna”.

 

Po wejściu do restauracji, skierujcie się od razu na wprost. Po prawej stronie również znajdziecie stoliki, jednak są one prawdopodobnie przeznaczone na śniadaniowy bufet dla gości hotelowych. Sala restauracyjna jest też przede wszystkim piękniejsza, choć całe wnętrze potrafi wzbudzić podziw.

 

Jak większość restauracji w hotelach, Papieroovka ma swoją szatnię. Jeśli zatem nie będziecie wiedzieć, gdzie ulokować swoje kurtki, poproście kelnerkę o skierowanie i pomoc.

 

No i teraz przechodzę do sedna.

 

PRZYSTAWKA

 

 

1. Trzy odsłony buraka (w formie carpaccio) z kozim serem, ziołami i kwiatami

Carpaccio z ziołową sałatką to raczej danie dla zmysłów i podkręcenia kubków smakowych. Przystawka jest naprawdę piękna i zanim chwyciłam za sztućce, obejrzałam ją radośnie z każdej strony. Warto doświadczyć, choć nie spodziewajcie się uspokojenia głodu. Jednak to fantastyczny początek przed doskonałym dorszem!

 

2. Krem cappucino z szyjek rakowych

Przyznam, że nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać po określeniu „cappucino”. Pozwólcie zatem, że opiszę to po swojemu. Krem okazał się ciepłą pianką o smaku łagodnego tabasko z chrupiącmi szyjkami i krewetką. Musicie wiedzieć, że ta przystawka jest nieco pikantna. Ciekawe doświadczenie, jakiego z pewnością nie powtórzycie nigdzie indziej.

 

DANIE GŁÓWNE

 

 

1. Dorsz z duszonymi warzywami na maślanej emulsji, z chipsem jarmużowym zabarwionym sepią

No i jest król tego menu! Doskonały i treściwy dorsz, który w połączeniu z warzywami i maślaną emulsją stał się moim faworytem. Jeśli lubicie ryby, naprawdę musicie go spróbować.

 

Zaskoczeniem okazały się tu również chipsy z jarmużu, które ja wizualizuję sobie zawsze, jako kruche i bardzo cienkie zielone przypieczone liście. Te chipsy okazały się dość zwarte i można przegryzać je z pełną świadomością swojego czynu. Tu nic nie ucieknie i nie rozkruszy się po podniebieniu, nie przejdzie bez echa.

 

Podczas swojej wizyty w Papieroovce, nabierzcie zatem kawałek dorsza, warzywa i chipsa, a następnie otoczcie to w emulsji. Całość: błoga.

 

2. Pierś z kaczki z sosem wiśniowym na bazie demi glace, podana na puree z batatów oraz młodą marchewką

Podczas obiadu, spierałam się z moim M., kto postawił na lepszy wybór. Z jednej strony byłam zauroczona moim dorszem, z drugiej zaś nieśmiało wędrowałam wzrokiem na talerz z kaczką. I tu ogromny strzał w 10!

 

Pierś z kaczki, jeśli połączona jest z czymś słodkim (najlepiej owocowym), staje się wówczas wyjątkowym rarytasem. W tym przypadku mamy aż trzy dobre posunięcia: obłędne puree z batatów, młodą marchewkę i sos wiśniowy. Ohh i do tego wszystkiego sproszkowana czarnuszka! Moj M. twierdzi, że tej czarnuszki mogłoby nie być. Ja jednak uważam, że to postawienie kropki nad i.

 

Pssst. W trakcie obiadu dostaniecie koszyczek świeżego, chrupiącego pieczywa do przegryzania. Na początku pomyślicie, że brakuje do pełnego zestawu jakiegoś ziołowego dobrego masła. Jego brak zrekompensujcie sobie maczając kawałki chleba raz w batatowym puree z czarnuszką i wiśnią, raz w maślanej emulsji z resztkami groszku. Coś wspaniałego 🙂

 

 

 

DESER

 

1. Lody rozmarynowe z kawiorem z mięty, polane sosem z czarnej porzeczki

I choć kawior nie był mocno miętowy, a lody nie były polane sosem, ten deser wystrzelił moje kubki pod sufit.

 

Być może nie wynotowaliście tego, ale jestem ogromną fanką rozmarynu. Jego smak w lodowej postaci jest tak idealny, że zaczęłam zastanawiać się, która gdańska lodziarnia ma lub planuje mieć taką odsłonę w swojej kolekcji. Deser doskonały!

 

p.s. i jedzcie go bez tego cukrowego szkła 😉

 

2. Mus z białej czekolady, mango oraz marakui z dodatkiem chilli

Pamiętałam, że ma to być mus z białej czekolady i ma tam być mango. O chilli przypomniałam sobie, gdy po pierwszej łyżeczce zaczęło mnie przyjemnie szczypać w podniebienie. Ten deser to coś wspaniałego. Widok rozmarzonego M., który oszczędnie i powoli delektuje się tym musem, zdradził wszystko.

 

„Mógłbym jeść tylko takie desery” – skomentował na końcu.

 

Podpisuję się po tym i uzupełniam: mus jest cudownie słodki, a lody rozmarynowe wytrawno-orzeźwiające. Te dwa desery trzeba zjeść wspólnie. Eksplozja emocji gwarantowana!

 

Kochani, jeśli planujecie się być częścią festiwalu Restaurant Week, weźcie Papieroovkę pod uwagę. I koniecznie wybierzcie się do niej minimum w dwie osoby. Po przegryzieniu każdego z zaproponowanych menu, śmiało stwierdzam, że to przemyślana opcja. Kosztowanie przystawek, dań głównych i deserów na przemian z jednego i drugiego talerza, daje niesamowitą dawkę doznań i pobudza emocje. Do rozmów, przełamywania barier, kosztowania wspólnych momentów. I uśmiechów przy stole. Nam było cudnie.

 
„Zabierzemy tu rodziców, jak przyjadą” – podsumował M. po wyjściu.


2 thoughts on “Gdańsk: Papieroovka”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *