Szczęśliwie pełny brzuch. Przegryzam weekend

Przysnęłam na godzinę. Gdy
otworzyłam oczy, po prawej stronie dumnie prezentowała się gdańska
rafineria, po lewej pędziły miejskie autobusy. Przespałam drogę z
domu rodzinnego do nadmorskiego mieszkania. Mimo przedziwnych snów,
które namalowała moja głowa podczas tej wyboistej przejażdżki,
dzielnie i mocno trzymałam na swoich kolanach białą miseczkę
wypełnioną świeżo zerwanymi malinami. Dłonie mojego Taty
doglądały ich przez wiele miesięcy, aby w końcu móc rozpocząć
sezon. Sezon pachnących wiader i soczystych koszy.

Przegryziony weekend ma jedno
oznaczenie: zachwyt. Przez minione dwa dni zachwycałam się prostymi
i tak bardzo wytęsknionymi przez mnie rzeczami. Począwszy od
wspólnego przegryzania pieczonego pstrąga z pietruszką, poprzez
rozpływanie się w malinowych sorbetach i ogórkach małosolnych,
kończąc na kremie z zielonych warzyw i zakupionej podpuszczce
serowarskiej, która zapoczątkowała nową kulinarną zabawę w
naszej kuchni.

Ten weekend był wyjątkowy pod każdym
względem. Eksplozja smaków, barw i zapachów do teraz tańczy w
moich oczach i nozdrzach, uświadamiając mnie, że moje małe
miejsce na ziemi, w którym nie boję się chodzić bez kapci, jest
właśnie tam. Tylko zerknij na kilka zatrzymanych momentów.
Podczas każdego z nich miałam szczęśliwie pełny brzuch.

Szczęśliwych brzuchów w tym tygodniu!


6 thoughts on “Szczęśliwie pełny brzuch. Przegryzam weekend”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *