Długi weekend. Przegryzam Wrocław!

 
Urocze uliczki, nasłoneczniony rynek, uśmiechnięci ludzie i wielość odwiedzonych miejsc. Tak w skrócie opisałabym miniony weekend, który dla mnie okazał się tym długim, niemalże urlopowym. Wciąż nie zdążyłam się dobrze wyspać po ilości posmakowanych chwil i chyba póki co, nie chcę. Wolę choć przez chwilkę jeszcze przegryzać upalny Wrocław.
 
 

Gdy w czwartek przecięliśmy naszą trasę do Wrocławia leniwym opalaniem w Poznaniu, zastanawiałam się, co będziemy przegryzać po przyjeździe. Padło na odkrytą już w grudniu Szynkarnię. I choć godzina była naprawdę późna, nie odmówiliśmy sobie zarekomendowanych podpłomyków. Ja zawinęłam sobie w środek kozi ser z sosem musztardowym, M. postawił na klasykę: pieczonego kurczaka. Szynkarnia to miejsce, do którego chcę wrócić. Ciągle kręci mi się w głowie podpłomyk w wersji klasycznej, którego nie zdążyłam przetestować. Byliście tam? Zajrzyjcie na św. Antoniego 15 i przegryźcie te menu, bo warto. Serwują tylko naturalne i tylko trydycyjno-regionalne.

 
Kontynuując naszą nocną przeprawę przez Wrocław, trafiliśmy do Kontynuacji, gdzie śledząc stoły natknęłam się na ulotkę od Balduno Manufaktura. Inulina, probiotyki – hasła nakreślone na kolorowej karteczce wywołały we mnie zachwyt i podstępny plan „jutro muszę tam być”.
 
Piątkowy upał pomuskał nasze białe ramiona i zaprowadził do miejsc, gdzie mogliśmy bezkarnie odpoczywać. Pierwszą stacją okazał się Frankie’s. Co prawda, sandwiche w tym miejscu jadłam zimą, jednak i teraz mogę śmiało polecić wygodne sofy do zanurzenia się i zrelaksowania. Koniecznie z shakem lub kawą w dłoni.
 
Frankie’s na Wita Stwosza 57. 
 
To właśnie we Frankie’s prześledziłam listę smaków lodów w Balduno Manufaktura. Gorgonzola z orzechami włoskimi skusiła mnie na tyle, że bez zastanowienia podreptaliśmy w stronę Wita Stwosza 15. Smaku pleśniowego sera na słodko niestety nie było, spróbowaliśmy natomiast dyni, krówki i solonego karmelu. Panie uśmiechnięte, wafelki słodkie, lody… zrobione. A na gorgonzolę jeszcze kiedyś wrócę. Obiecuję!
 
W Balduno kupimy ręcznie robione urocze tabliczki czekolad w dwóch rozmiarach. Smaki: ciemna, mleczna, biała. Dodatki: nieskończone 😉

 

Uśmiechnięta obsługa, wszechobecna czekolada, zapach słodyczy. Mmm, przegryź przy okazji. 
 
Po słodkim schłodzeniu, nie mogłam odpuścić wizyty koniecznej: polish lodów. Zanim jednak dotarliśmy na Pl. Bema, zahaczyliśmy o Halę Targową, która chyba dopiero latem zyskuje pełny urok. Soczyste owoce, warzywa, wiadra pełne ziaren i słoje z suszonymi owocami. Tyle dobrego w jednym miejscu.
 
Szparagi za 6 zł, słodkie czereśnie i ogromny wybór ziaren. No i bób. Jedliście już w tym roku bób?

 

 
 
No i w końcu są one! Polish lody, naturalne, owiane sławą i wieczną kolejką. My także swoje postaliśmy, żeby finalnie spróbować słodkiej nektarynki. Nie wiem, czy to sprawa szalejącego na niebie słońca, słabego zmrożenia, czy po prostu wspaniałego smaku, ale łopatka polish lodów zniknęła z mojego wafelka, zanim dotarliśmy do Barbarki na dłuugi spokojny chill w towarzystwie zimnego cydru.
 
Pl. Bema 3/1B. Polish i przegryź przy okazji!
 
A co przegryzaliśmy jeszcze? Kanapka ze smażonym serem od Brat Wursty, Burger od Rock Burger… a na koniec chłodnik truskawkowo-pomidorowy w Złym Mięsie.
 
Mój M. nigdy nie odpuszcza sobie lokalnych burgerowni. Ten od Rock Burger zaliczył do „dobrych”. Dla mnie najważniejsza informacja: nie pytają o rodzaj pieczywa – od razu serwują pełnoziarniste. I słusznie!

 

Tuż obok Rock Burger oraz Brat Wursty, na ul. Szewskiej znajdziecie także wspaniałe miejsce: Zupa. Nazwa nie wprowadza w błąd: zamówicie tam najlepsze zupy, do których dostaniecie dobre grzanki. Tym razem jednak nie zdecydowałam się na zupę. Dlaczego? Nie było chłodnika…. 

 

 

 

Chłodnik truskawkowo-pomidorowy w Złym Mięsie. Czy dobry? Ciekawy. W sam raz na jedną miseczkę, nie więcej.
 
Do tego miejsca mam także sentyment. Vega Bar Wegański to chyba najstarsza wegańska jadłodajnia we Wrocławiu. Znajdziesz ją na Rynku. 
W trakcie długiego weekendu, mogliśmy jeszcze poczuć atmosferę Europy na Widelcu. Mnogość stoisk z regionalną kuchnią wielu krajów, polskie truskawki, rzodkiewki, zioła, mrożone jogurty, promocja Stawów Milickich… Stary Rynek zdawał się być po brzegi wypełniony aromatem i smakiem głodnych smakoszy. Szkoda, że nie mogliśmy zostać tam na dłużej, choć nasze brzuchy pewnie skakały z radości, że nie uraczyliśmy ich kolejną dawką kalorycznych i przepysznych eksplozji.
 
 
 

 

Po piątkowej uczcie, zdążyliśmy jeszcze przegryźć mało słodkie borówki i kilka czereśni, a potem śmignęliśmy do Oławy na kolejny przystanek tegorocznego Flycup’a.
 
 
Długi weekend polatany!  


7 thoughts on “Długi weekend. Przegryzam Wrocław!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *