Podsumowanie 2019 roku

Słowa, które za chwilę przeczytasz, zostały napisane jeszcze w listopadzie. Zestawione ze sobą miały stworzyć coś na kształt zatrzymania tamtych myśli, które znikąd zaczęły buzować w mojej głowie, gdy tylko rozpoczynałam analizę swojego położenia, zarówno geograficznego, jak i emocjonalnego. Dziś, z kubkiem ciepłej kawy, siedząc w gdańskim mieszkaniu z wypiekami na policzkach włączyłam plik i zaczęłam czytać. Nie jestem w stanie wyrazić wdzięczności samej do siebie, że spisałam to wszystko wtedy i tam. Dzięki temu, każde zdanie ma piękniejszy kolor. Wklejam całość w oryginale, z krótkim, ale jakże istotnym i pełnym zakończeniem. Szanowny roku 2019, dziękuję, że wydarzyłeś się w moim życiu.

Jest początek listopada. Siedzę w busie, który wiezie mnie z tajskiej wyspy Ko Lanta do Kao Sok – miejsca niemalże w serccu Tajlandii. Jeszcze o tym nie wiesz, ale właśnie zaczęłam podsumowywać swoje dotychczasowe tegoroczne przeżycia. Postanowiłam, bo jest ich do tej pory tak dużo, że muszę zacząć je kolekcjonować, aby pod koniec grudnia mieć piękna kolekcję wspomnień.

Piszę to, spoglądając na swoją lewą rękę, na której brzęczą bransoletki – jedna z koniczynką od moich wspaniałych kobiet, druga z kierunkami świata od koleżanek i kolegów z pracy, trzecia jako dowód nieskończonej miłości od rodzeństwa. Czwarta jest już zapleciona w Chinach, piąta z wygrawerowaną odwagą na ziarenku ryżu, ręcznie stworzona w Malezji.

W tym roku zrobiłam coś, o czym do tej pory czytałam wyłącznie w publikacjach, arykułach i na blogach. Nieśmiale podglądałam decyzje innych, podziwiałam odwagę, szansę, możliwości i po prostu – gotowość na postawienie wszystkiego na jedną kartę.

W tym roku rzuciłam pracę, sprzedałam samochód, wyprowadziłam siebie i wszystkie swoje rzeczy z Gdańska, przeniosłam je do rodziców, kupiłam bilet w jedną stronę i wyprowadziłam się do Chin. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak smakuje poczucie wolności, brak konieczności nastawiania budzika i utrata kontroli nad dniami tygodnia. Nie wiedziałam też, jak toczy się życie w tropikach, jak brzmi burza tropikalna, jak wygląda tajfun, jak smakuje kawa pita z widokiem na palmy.

W swoim dwudziestoośmiowym życiowym dorobku mogę potwierdzić i głośno wyznać: ten rok jest jak bajka. Przemierzyłam tysiące kilometrów, siedziałam w samolocie, na skuterze, w samochodzie, busie, tuk tuku. Jednak niezastąpionym środkiem transportu okazały się moje nogi. Stawiałam stopy na białym i sypkim jak puder piasku, w lazurowej wodzie, na soczystej trawie, przemoczonych ulicach, rozgrzanych chodnikach, dzikich wzgórzach, górach, w rzekach, dżungli, szklanych mostach, rafie koralowej, basenowych kaflach, chińskich i hinduskich świątyniach, meczetach, kraterze wulkanu i huśtawkach pod wodospadem.

Większość tego roku przeszłam w klapkach, trampkach, butach do biegania, zdarzyły się też obcasy, ale przede wszystkim – bose stopy, doświadzcające ukojenia w morzu i oceanie czy poparzenia na gotującym się piasku.

Jadłam świeże owoce morza, tony tropikalnych owoców, przyzwyczaiłam się do zapachu duriana, przegryzałam poranne chińskie bao, chłodziłam się zupą kokosową, wypiłam hektolitry świeżej wody kokosowej i mleka sojowego, jadłam przy okragłych chińskich stołach, jadłam rękoma, pałeczkami, łyżką i rzadko używałam noża. W mojej krwi płynęło curry i mango lassi, czułam w palcach natłuszczone chleby naan i roti canai, stałam w kolejce po malezyjski cendol, ubrudziłam się kurczakiem tandoori, rozkoszowałam się późnym wieczorem smakiem nasi lemak, poparzyłam sobie język kokosowym tom yun, objadłam się pad thaiem, rozkochałam się w balijskim gado gado, komponowałam indonezyjski obiad w lokalnych warungach, odkryłam fenomen smaku mango sticky rice, przejadłam się arbuzem i sushi, pociłam się od ostrych przypraw oraz syczuańskiego pieprzu, łagodziłam to smoothie bowlami i różowymi koktajlami ze smoczym owocem.

Płakałam ze szczęścia, płakałam na pożegnania, płakałam z tęsknoty, płakałam ze wzruszenia i wdzięczności. A ponad to wszystko, śmiałam się całym ciałem, otwierałam i zamykałam oczy ze zdumienia, dotykałam niesamowytch struktur i kształtów, wdychałam zapach zmieniającego się powietrza, czułam w oczach morską i oceaniczną sól, parzące i oślepiające słońce, agresywny deszcz i tryskającą na nocnych marketach mieszankę oleju, sosu sojowego i przypraw.

Poczułam więź z chińską społecznością przy wspólnym chodzeniu po hainańskich uliczkach, spokój ducha w balijskich świątyniach, zmęczenie na malezyjskich drogach, luksus w singapurskim centrum…

Odkryłam Hainan, nauczyłam się chińskiego, jadłam lokalne przysmaki przy obracającym się stole w towarzystwie pracowników chińskiego rządu i lokalesów, tańczyłam na pubowskich stołach, wędrowałam po górach, pływałam przy wschodzie i zachodzie słońca oraz księżyca, jadłam świerszcze, paliłam kadzidła w chińskich świątyniach, biegałam pod palmami, podziwiałam panoramę Hong kongu, przeżyłam tajfun i burze tropikalne oraz zagrożenie epidemią dengi, jeździłam codziennie na skuterze razem z lokalesami, targowałam się na bazarach, odkryłam balijską naturę, dotknęłam siarki w sercu krateru na wyspie Jawa, widziałam niebieską lawę, widziałam rekiny, surfowałam, poraniłam się rafą koralową, znalazłam nemo, leżałam na rajskich i dzikich plażach, spałam w domku w sercu dżungli, słuchałam jej odgłosów nocą, odkrywałam malezyjskie murale, widziałam kremację ciał członków rodziny królewskiej na Bali, chodziłam po tarasach ryżowych, kąpałam się w naturalnych źródłach, płynęłam przez ciemną jak noc jaskinię, miałam jaszczurki w domu, chodziłam między małpami, które biegały po ulicy jak psy, głaskałam słonie, karmiłam aligatory i hipopotamy, przeszłam przez chińską bazę wojskową, medytowałam w puszczy, nosiłam hidżab i sarong, byłam zapraszana na otwarcia nowych chińskich lokalów i testowanie balijskich menu, moje ciało doświadczyło chińskiego spa, delikatnego balijskiego dotyku i mocnego tajskiego masażu.

A w trakcie tego wszystkiego, codziennie przed snem miałam kilka minut na modlitwę. Jestem wdzięczna za wszystko.





1 thought on “Podsumowanie 2019 roku”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *