Gdańsk: Restauracja Pobrzegi

Doskonale pamiętam, gdy podczas pewnej niedzielnej przechadzki w okolicach Muzeum II Wojny Światowej, zauważyłam nowe restauracje, które rozkwitają przy ul. Starej Stoczni. Pomyślałam wtedy, że mieszkańcy tego kompleksu będą mieć wspaniałą bazę do tworzenia rozmaitych kulinarnych zachcianek i przenoszenia się w parę chwil do miejsc, które te zachcianki będą spełniać. Idąc tym trendem, zaledwie kilka dni temu swoje drzwi otworzyła nowa restauracja: Pobrzegi

 

Jej nazwa jest na tyle wdzięczna, że możesz interpretować ją jakkolwiek chcesz.
W pierwszej kolejności pomyśl jednak o lokalizacji (ul. Stara Stocznia 2/4), a następnie o uczuciu: przegryzienia do syta.

 

 

 

Znasz te stan, gdy przekraczając próg jakiegoś miejsca, chcesz tam od razu zamieszkać? Ja tak miałam w Pobrzegach. Niewielkie, ale za to wybitnie przytulne wnętrze przepełnione jest butelkową zielenią (z prawdziwą zielenią w donicach), złotem i flamingowym różem. Ustawione wzdłuż ściany stoliki z miękkimi fotelami pozwalają na obserwowanie tego, co dzieje się za barem (i częściowo w kuchni). Nieco głębiej, stoi wysoki stół z krzesłami barowymi, przy którym zasiądziesz większą ekipą. Tuż za nim – prawdziwe królestwo. Cukierkowy kącik, który najchętniej przeniosłabym 1:1 do swojego salonu. Na co dzień podejrzysz tam pokazy mody wyświetlane na dużym projektorze, wieczorem zaś zaznasz intymności, a projektor będzie schowany. Wszystko to przeplecione jest lekką nowoczesną muzyką: r’n’b, soul, pop. To iście weekendowy klimat, który doświadczyłam w środę, najmniej przyjaznym dniu tygodnia:)

 

Pobrzegi to restauracja, w której można nagrać słodki teledysk, zorganizować konferencję modową, urządzić babskie spotkanie, urodziny czy wieczór panieński. Wybierając się tam, nie spodziewałam się tak wspaniałego designu. Myślę jednak, że mój zachwyt podzielą głównie kobiety, choć na moje wyznanie, że chętnie bym tam zamieszkała, M. odpowiedział “no fajnie jest, serio”. Zatem zatrzymajmy się na podsumowaniu. Fajnie jest!

 

 

Menu Pobrzegi to przede wszystkim przystawki, kanapki, sałaty i makarony. Moją uwagę zwróciła wolno gotowana ośmiornica, która występuje w kilku pozycjach. Chętnie skusiłabym się też na burgera z krewetkami lub łososiem oraz makaron z szałwią i tymiankiem. Ceny wszystkich pozycji lewitują w okolicach 15-35 złotych.  

 

Oprócz jedzenia, załoga Pobrzegów może pochwalić się pokaźną kartą alkoholi oraz napojów bezalkoholowych. W trakcie mojej wizyty skosztowałam lemoniady mango i malinowej oraz rozgrzewającej herbaty z sokiem malinowym, imbirem i goździkami. Z przyjemnością wrócę tam, by napić się grzanego cydru, rozmarynowego naparu czy herbaty z różowym pieprzem. 

 

Zanim przejdę do opowieści o tym, co jadłam, chciałabym jeszcze podkreślić piękne okoliczności, w jakich miałam przyjemność to czynić. Widok na Motławę, rozświetlone lampy i szczyty Starego Miasta. Dla tych widoków mogłabym przegryzać o 18:00 i siadać tuż przy drzwiach.

 

 

Twórcy Restauracji Pobrzegi zaplanowali idealną datę otwarcia. Tydzień po starcie, rozpoczął się Restaurant Week, który tę edycję określił jako okazja do świętowania. Świętuj zatem, nie tylko rozpoczęcie jesiennej edycji najlepszego festiwalu kulinarnego w Polsce, ale też otwarcie kolejnego cudownego miejsca, do którego z pewnością wrócisz z gromadką przyjaciół. 

 

Dla jasności. Festiwalowe menu, jakie proponują Pobrzegi w trakcie trwania Restaurant Week (20-31.10) nie znajduje się w codziennej karcie. Tym bardziej prześledź, co może się spotkać.

 

Menu 1

Krupnik od dzieciństwa zakorzenił się w mojej głowie, jako “zupa, której się nie lubi”. Natomiast ten, krupnik z gęsiny podany z polentą z kaszy jaglanej, odczarowuje wszystkie mity o rozgotowanej i mdłej kaszy jęczmiennej i tylko potwierdza, że określenie “perłowa” powinno należeć do tej właściwej.

Ta zupa jest właściwie gęstym kremem o bardzo intensywnym w smaku i zachwycającej konsystencji. Został do niej dodany jeszcze jeden magiczny składnik, który w menu nie jest wymieniony. To mus z marchewki. Oh, co to za połączenie! Flirtowanie słodkiego puree z gęstym krupnikowym kremem i polentą poskutkowało moją nową radością na myśl o tej zupie i zapomnieniem wszelkich dziecięcych strachów. Tak, marchewka pogłębia smak tej przystawki i bez niej ta zupa nie byłaby taka sama.

 

 

Ta pierś z kurczaka z kostką ma przyjemny jasnoróżowy kolor, a mięso samo w sobie jest delikatne i nieagresywne w smaku. Sos holenderski i odrobina ziemniaczanego puree sprawia, że danie główne stanowi ciepły, pożywny obiad. Coś na wzór dobrego domowego posiłku w nowoczesnej formie.
Roladka z omleta nadziewanego wątróbką jest tu dodatkiem, lekko przesuszonym, niemalże biszkoptowym. Jest smaczna, choć strukturą nie podbiła mojego serca i nie wywołała poczucia, że to obowiązkowy i nieodłączny element tego dania.

 

 

 

Desery w Pobrzegach, jak udowodnię poniżej jeszcze raz, są deserami-niespodziankami. Pieczone jabłko skrywa  pod swoim kapeluszem wspaniały, ciepły mus jabłkowy z mocno wyczuwalną bazylią. Do tego przepyszne rzemieślnicze lody i schowana pod nimi kruszonka. Doskonałe!
Ciepło-zimno-aksamitnie-chrupiąco. Tak określiłabym ten deser.

 

Menu 2

Łosoś zamarynowany w burakach podbił moje serce przede wszystkim swoją strukturą. Idealnie się przegryza, bez zbędnych wzdrygnięć czy mozolnych prób przekrojenia. Miękkie mięso, a do tego chrupiąca kalarepa I choć buraka tu nie czuć, przystawkę wspominam miło. Jadłam z pewnością siebie i przekonaniem, że mi smakuje.

 

 

Oczy mi się zaświeciły, gdy zobaczyłam te danie. Przepiękne, usmażone w miodzie borowiki, podane na selerowym risotto (hmm selerotto?) i musie ze szpinaku wystrzeliły mnie z welurowego fotela. Błogo!
Halibut okazał się wyjątkowo delikatny, a mięso idealnie odchodziło od ości. Zero brudzenia, strachu przed zadławieniem i sto procent spełnienia.
Pokochałam ten obiad i marzę, by pewno dnia zawitać do Pobrzegów i zamówić miskę pełną ciepłego selerotto ze szpinakiem i borowikami. Albo chociażby zmajstrowanego vegeburgera z selerowo-szpinakowym kotletem. To się po prostu musi wydarzyć;-)

 

 

 

Oto beza-niespodzianka. Deser, który najpierw zachwyci Cię cukrowymi “włosami” i ciepłą, pikantną, wiśniową ścieżką. Po wbiciu widelczyka, zachwycisz się jeszcze bardziej, bo w środku czeka na Ciebie mus z czekolady. Jest deserowy, dobrej jakości, niemalże wytrawny. Doskonale przełamuje słodką, kruchą, karmelową bezę. Pyszny. Możesz przegryźć tylko bezę, a potem tylko wiśnie. Możesz też zjeść wszystko jednocześnie. Twój wybór, ten deser będzie należał tylko do Ciebie;-)

 

Zobaczcie, jak miło było i jak to widział mój M.:

Jest kilka powodów, które skutecznie wpływają na moją sympatię, jaką zyskała Restauracja Pobrzegi.

  • Cudowny, cukierkowy, nowoczesny design
  • Zielone rośliny w donicach, do których mam słabość
  • Ziołowe napary za dychę
  • Rozmaite wariacje na temat herbaty
  • Piękna toaleta (nie uwierzę, gdy powiesz, że nie zwracasz na to uwagi?)
  • Mnogość owoców morza w menu
  • Dobre ceny
  • Piękny widok i okolica
  • Dobra jakość i smak posiłków (+ umiejętność sprawienia, że nawet krupnik smakuje doskonale)

 

Gdy będziesz w okolicach Motławy, przypomnij sobie, że kilka kroków dalej trafisz do miejsca, w którym flamingowy róż i zieleń podbije Twoje serce i zechcesz tam rozgościć się na dłużej. Zaproś przyjaciół i przegryźcie kanapkę lub makaron, popijając drinkiem. I nie musisz wtedy szukać okazji do świętowania. Ta znajdzie się zawsze ?

Pobrzegi mają szansę stać się dobrą miejscówką na weekendowe wypady “na starówkę”. Brakowało takiego klimatycznego miejsca w tej okolicy. Ja polecam!


Zapisy na Restuarant Week: klik


p.s. Pobrzegi na swoim Facebooku obiecują, że:

  • będzie smacznie
  • będzie ładnie
  • będzie przyjemnie
  • a na pewno wszystko będzie Pobrzegi!

Cóż, póki co – obietnica dotrzymana;-)



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *