Gdańsk: OtwARTa

Dziś zabieram Was do OtwARTej – restauracji w gdańskim Garnizonie, która bierze udział w tegorocznej wiosennej edycji Restaurant Week. Specjalnie dla Was przetestowałam festiwalowe menu, które – co ważne – dostępne jest również w ramach standardowej oferty. No to chodźmy!

 

Jestem absolutnie przekonana, że większość osób, które pragną dołączyć do świętowania festiwalu, boryka się z dylematem: jaką restaurację wybrać? Z misją zaprezentowania menu i opisania swoich odczuć, przybywa każdy Ambasador Restaurant Week. Ja, na pierwszy rzut, postanowiłam sprawdzić, czy ozory da się zjeść, kiszona cytryna pasuje do buraka oraz przekonać Was i siebie, że wege danie główne może być prawdziwym konkretem.

W OtwARTej do wyboru macie dwa menu:

Klasyczne

  1. Przystawka: Ozory wołowe/ topinambur/ jarmuż/ chrzan/ orzech laskowy
  2. Danie główne: dorsz/ soczewica/ cukinia/ cebula/ seler naciowy/ boczek
  3. Deser: karmelowa kasza manna/ wędzona gruszka/ biała czekolada/ pietruszka

Wersja wege

  1. Przystawka: krem z buraka/ kiszona cytryna/ tymianek/ wędzony creme fraiche
  2. Danie główne: ser feta w cieście filo/ ciecierzyca/ caponata/ zielony pieprz
  3. Deser: karmelowa kasza manna/ wędzona gruszka/ biała czekolada/ pietruszka

 

Tak, jak wspomniałam wyżej, każda przystawka oraz danie główne dostępne są w standardowym i obowiązującym na co dzień menu. Jeśli chodzi o deser, w OtwARTej warto zapytać obsługę o aktualną pozycję. Wszystko dlatego, ze wypieki przygotowywane są każdego dnia i nie zawsze są te same.

Do picia zwykle wybrałabym czerwone wino, ale jestem na etapie codziennego picia zielonych koktajli, zatem postawiłam na tę wersję. Muszę przyznać, że każdy wybór z sekcji koktajle/lemoniady, będzie trafny. To sprawdzone info, ponieważ para siedząca obok nas zachwycała się ich smakiem w niemalże identyczny sposób co my 😉

No dobra, a co ze smakiem i wyglądem oferowanych dań na Restaurant Week?

 

 

 

Menu 1: Ozory wołowe/ topinambur/ jarmuż/ chrzan/ orzech laskowy

Od samego początku byłam nieco spanikowana, że na przystawkę będą podane ozory. Nigdy ich nie kosztowałam i, przyznam szczerze, wcale nie miałam ochoty. Po cichu jednak liczyłam na zaskoczenie i takie lekkie kiwnięcie głową w stylu „hmm, w sumie…”.
Przystawkę tę przegryzł mój M., który jednogłośnie stwierdził, że była po prostu pyszna. Nie odmówiłam sobie zatem skierowania swoich sztućców na jego talerz. Podczas próbowania, wyczułam, ze mięso jest bardzo delikatne, a dla nie wprawionych i doświadczonych mięsożerców, może nawet przypominać policzki. Czipsy z jarmużu, klasyczne w swoim smaku, super łączyły się z delikatnym musem i porcją mięsa. Kruszonka na ozorach nie przebijała charakterystycznym smakiem orzecha laskowego, a chrzan – pięknie współgrał i nie dominował.

Słowem: przystawka świetna i bardzo konkretna.

 

 

 

Menu 2: krem z buraka/ kiszona cytryna/ tymianek/ wędzony creme fraiche

Gęsta zupa z buraka, w której baardzo czuć kiszoną cytrynę i w ogóle nie czuć tymianku. Wędzona kwaśna śmietana łagodziła kiszony smak, choć ten sam w sobie sprawiał mi ogromną przyjemność. Ta zupa jest naprawdę wyjątkowa i jestem pewna, że nigdy takiej nie odtworzę w domu. Kremu spróbował też mój M., który z zasady nie znosi buraków. I wiecie co? Smakowała mu 😉 Konkretna, wyrazista, charakterna. Jedyne, czego mi brakowało to kawałka chrupiącej bagietki lub grzanki. Chociażby po to, by móc przesmarować nią po talerzu, gdy zupa była na wykończeniu.

 


 

Menu 1: Dorsz/ soczewica/ cukinia/ cebula/ seler naciowy/ boczek

Mmm… – to był pierwszy dźwięk, jaki wydobył z siebie M, gdy spróbował dorsza. Ja natomiast powtórzyłam ten pomruk zadowolenia po przegryzionej soczewicy. Za oknami w OtwARTej świeciło cudowne wiosenne słońce, była sobota, a w moich ustach eksplodował posmak… grilla 🙂 Soczewica z warzywami i boczkiem to świetne połączenie, w sam raz słone, wędzone i chrupiąco-aksamitne. Ryba sama w sobie również była przepyszna. Na jej wierzchu widzicie ukiszone warzywa, pomysłowo łamiące słoność z kwaskowatością. Jak dla mnie – doskonały obiad.

 

 

 

Menu 2: Ser feta w cieście filo/ ciecierzyca/ caponata/ zielony pieprz

Nie jestem fanką ciasta filo i byłam nieco sceptycznie nastawiona do tego dania. Nie wiedziałam też, czego spodziewać się po określeniu „ser feta w cieście filo”. Okazało się, że to sakiewka, w której schowany jest porządny kawał fety. Podana została na caponacie (potrawka z warzyw, m.in. bakłażana, pomidorów, cukinii, kaparów i oliwek) z ciecierzycą, a całość została obficie posypana przyprawami.

Z jednej strony, miałam niezwykłą przyjemność z „dekonstrukcji” sakiewki, z drugiej zaś byłam zawstydzona, że każde wbicie widelca rozrzuca kawałki filo po stole. Koniec końców, rozparcelowałam ją i mogłam jeść każdy kawałek umoczony w caponacie. To danie zasługuje na szczególną uwagę i skosztowanie. Jest bardzo sycące, konkretne i aromatyczne. Nie chciałabym pisać określenia „aż za bardzo”, jednak połączenie fety, kaparów i oliwek z już i tak bardzo przyprawioną potrawką, było dla mnie nieco za słone. Aaaaale… liczę, że w trakcie festiwalu słoność zostanie opanowana do akceptowalnego poziomu 😉

 


 

Menu 1. i 2.: Karmelowa kasza manna/ wędzona gruszka/ biała czekolada/ pietruszka

Ten deser może podzielić festiwalowiczów. Do mnie kompletnie nie przemówił, natomiast M. go zachwala. Kasza manna ze słonym karmelem nie miała dla mnie absolutnie żadnego wyrazu, a sorbet smakował niczym hmm.. zakurzone lody? Wynika to zapewne z tego, że nie do końca przepadam za wędzonym posmakiem wśród owoców i w ogóle deserów. Kruszonka z jednej strony talerza (ta widoczna na zdjęciu poniżej) była pyszna, druga natomiast zbyt mokra i mączno-tłuszczowa (tę akurat zjadł M. 😉 )

To z pewnością najsłabszy punkt całego menu. Szkoda też, że jest identyczny dla każdej opcji menu.

 


Po przegryzieniu i przedyskutowaniu każdego festiwalowego menu, z tęsknotą i uśmiechem wspominam krem z buraka, caponatę z filo i fetą oraz dorsza na soczewicy. U M. natomiast wygrały ozory, a na drugim miejscu oba dania główne oraz karmelowa kasza manna (bez lodów).

Jeśli zatem chcecie wziąć udział w festiwalu Restaurant Week i rozglądacie się za miejscem w okolicach Wrzeszcza to pomyślcie o OtwARTej. Same przystawki i dania główne mogą tak zaspokoić podniebienia, że deser może nie będzie takim zmartwieniem 😉 Dla mnie najwspanialszą nowiną jest to, że po zakończonym festiwalu, dorsz, feta w filo i zupa wciąż będą na mnie czekały w karcie.

Ahhhh… zapomniałabym. Wnętrze jest tak piękne, że warto wstąpić tam bez okazji. Chociażby na zielony koktajl!


OtwARTa

Adres: Ul. Słonimskiego 6 (Gdańsk, Wrzeszcz)

Rezerwacje: https://restaurantweek.pl/wyszukiwarka/


 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *