Chrupiąca ciecierzyca. I przegryziony styczeń

 

Hektolitry najlepszej na świecie chai latte dla tego, kto rozpoczął twierdzenie, że styczeń to miesiąc, który składa się z samych poniedziałków. Jakie by te trzydzieści jeden dni nie było, przeciągnęły mnie po zimowym betonie tak, że moja kuchnia płacze z tęsknoty za umorusanymi garnkami, nagrzanymi patelniami i muśniętymi sztućcami. I wiecie co? Także ja, gdy nikt nie patrzy, pochlipuję z nostalgii za popołudniem pełnym smaków. Oh, gdyby ot tak wróciły do mnie moje ukochane chęci i zapał. Przygotowuję więc dwie porcje chai latte, aby razem z twierdzeniowcem stuknąć filiżanki i rozprawić się z tym miesiącem.

Z wszystkich możliwych do zrealizowania postanowień noworocznych, wyłuskałam jedno najważniejsze: brak postanowień. Tak też właśnie uczyniłam i dumnie podnoszę głowę, gdy mogę stwierdzić, że trzymam plan w ryzach. Przemierzenie pewnym krokiem styczniowego czasu jest chyba ważniejsze, niż psychiczne katowanie swojej ambicji.

 

Nie chodzi o to jednak, że dałam sobie luz. Wysmakowałam to, co chciałam wysmakować. Przegryzłam to i owo. Ale bez spinki i zbędnego podsycenia. Po wspaniałym grudniu miło było nieco zmiśkować swój czas, wymiętosić z ciepłą herbatą i pszennymi glutenowcami. Dochodzę jednak do wniosku, że jestem bardziej zmęczona niż kiedykolwiek.

 

Odstawiam więc na bok węglowodanowe szczęście, cukrowe przekleństwa i płytki sen. Moim jedynym wspaniałym styczniowym odkryciem jest sieć Loveat w Trójmieście, gdzie chyba powoli uzależniam swoje śniadania. Bagietka z hummusem i pieczonym burakiem, ciabatta z pieczoną cytryną i szałwią, mango lassi, koktajl szpinakowy, bulgur z jarmużem… Mogę wymieniać te wytwory wyobraźni właścicieli, a Wam może lecieć ślinka jeszcze bardziej. Ale po co, skoro sami możecie zajrzeć? Przegryźcie, naprawdę warto.

 

A co domowego? Wiadomo, Tata. Trzy kartony wegańskiego chilli sin carne, wegańskich pulpecików w sosie słodko-kwaśnym, roślinne bolognese i sojowy kebab, a także stos smarowideł i hummusów prowansalskich. Mam wspaniałego Tatę, tak.

 

Teraz jednak, gdy oczy moje dzielnie podtrzymują powieki, przegryzam jedynie pikantne kuleczki ciecierzycy. Podrzucam jedną za drugą i staram się trafić do buzi. Leniwie, leżąc i gapiąc się w sufit, machając stopami i zatapiając się w słodki jazz. Przegryź ze mną, odpocznij dziś.

 

Ciecierzyca do chrupania

Składniki:

  • 1 szklanka suchej ciecierzycy
  • 3 łyżki oleju (z nasion sezamu, pestek dyni, rzepakowego… nie ma znaczenia)
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 pieprzu kajeńskiego
  • 1/2 wędzonej papryki
  • woda

Sposób przygotowania:

Ciecierzycę dzień wcześniej zalać wodą, około centymetr nad poziomem kuleczek. Odstawić na noc. Następnego dnia ciecierzyca powinna powiększyć swoją objętość. Ugotować w świeżo zagotowanej wodzie, ok. 50 minut, do miękkości. Odcedzić. Nagrzać piekarnik do 200 stopni.

Po wystudzeniu ciecierzycy, przełożyć ją na wyłożoną papierem dopieczenia blachę. Pędzlem kuchennym musnąć ciecierzycę olejem. Posypać przyprawami, delikatnie zamieszać dłońmi, aby kulki były obtoczone z każdej strony. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec ok 30 minut, aby skórka lekko zbrązowieja, a kulki były chrupiące.

 

 

Luty, ufff. Dobrze, że jesteś 🙂


8 thoughts on “Chrupiąca ciecierzyca. I przegryziony styczeń”

  • Uhhhh, właśnie mi uświadomiłaś, iż mój styczeń też składał się z samych poniedziałków. I że luty chce mu za wszelką cenę dorównać…
    Bardzo ciekawi mnie smak. Jeszcze chyba nie jadłam ciecierzycy. Do czego byś to porównała? Chętnie bym spróbowała 🙂

    • @Madam Malonka, życzę Tobie najpiękniejszego miesiąca, niech luty będzie dla Ciebie łaskawy! 🙂

      Ciecierzyca… jeśli jeszcze nie próbowałaś, czym prędzej nadrób zaległości 🙂 po dość mączną, gęstą konsystencję, a smak… z lekką nutą orzechowo-grochową?
      Na początek spróbuj ciecierzycy w hummusie – od razu się zakochasz.

      http://www.przegryzam.pl/2015/10/klasyczny-hummus.html

    • Dzięki! Tobie również :*

      Wygląda bardzo zachęcająco i chyba zacznę od tej chrupiącej wersji. Dawno mnie tak nic nie zaciekawiło. Chyba na dniach zabiorę się do pracy 🙂
      Czasie – nadejdź proszę w liczbie niezliczonej! 🙂 🙂

    • Oooo tak, tego czasu mogłoby być więcej :)))
      Szczęśliwie, ta ciecierzyca nie wymaga dużego nakładu czasowego (no, oprócz całonocnego namaczania). Zatem do dzieła! 🙂

      :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *