Przegryzam sierpień. Witaj wrześniu!

Nie mam czasu. To zdanie, rzucane przez wielu, budziło we mnie od dawna mieszankę uczuć niechęci z zazdrością. Jak to możliwe, że nie ma się czasu? Czas jest zawsze, tylko nie zawsze jest odpowiednio rozplanowany. Z drugiej zaś strony, gdy magiczne „nie mam czasu” wypłynie z ust, zaczynam swoje rozmyślania nad angażującym życiem, absorbującymi zadaniami i mnóstwem okazji do przeżyć. A czasem po prostu sprowadzam siebie na ziemię i odkrywam, że faktycznie. Czasu bywa niekiedy za mało.


Sierpień minął, a ja – siedząc z pół zamkniętym okiem – podsumowuję wrzesień, marząc jednocześnie, aby przykryć się już kołdrą i domknąć te oczy. Szybkim ruchem dłoni wystukuję zatem najpiękniejsze migawki ósmego miesiąca. Słodkiego miesiąca, który pełny był fantastycznych ludzi i jedzenia. Takie „nie mam czasu” to sama radość!

Ciemne owoce to zdecydowanie motyw przewodni sierpnia. W żadnym innym miesiącu nie pochłaniałam takiej ilości jeżyn, borówek i jagód. W celach służbowych odwiedziłam także Warszawę, gdzie zdążyłam przegryźć ulubiony mrożony jogurt ze świeżymi owocami. Tam też zainspirowałam się, aby w końcu zrobić własne mango lassi. Pyszne!

Port Literacki w Gdańsku! To zdecydowanie najlepsze wydarzenie sierpnia, w którym brałam udział. Razem z Weroniką przygotowałyśmy menu inspirowane literaturą. Pyszności zniknęły w 3 godziny! Więcej o wydarzeniu tu (klik) oraz tu (relacja:klik). Pisałam też o muffinach. Pamiętasz? KLIK

Oszalałam na punkcie warzywnych spaghetti! Przygotowuję je niemal codziennie, zajmują mi zaledwie kilkanaście minut, no i można przegryzać. Spróbuj: KLIK

Sierpień to czas kolorowych posiłków i dań skomponowanych wyłącznie z tego, co znalazłam w ogródku. Weekendowe odwiedziny w domu Rodziców sprawiły, że w mojej gdańskiej kuchni skryłam ogromne ilości świeżych warzyw, ziół i owoców. Tak, ten miesiąc był najbardziej obfity w przegryzanie z bliskimi. Spróbuj chłodnika: KLIK

Ostatni weekend sierpnia był dla mnie najważniejszy i najwspanialszy. Przyjazd Siostry do Gdańska sprawił, że uśmiech nie schodził mi z twarzy, buzia stale coś przegryzała, a brzuch skakał z radości. Mandu, miejsce, do którego już od dawna chciałam zawitać, uraczył nas pysznymi pierogami. Takimi, że nawet mój M. stwierdził: „to będzie nasza kolejna ulubiona knajpka”. No i sernik. Musisz go spróbować: KLIK
Wspaniale zmęczona przywitałam wrzesień! A Ty? Jak się czujesz?


6 thoughts on “Przegryzam sierpień. Witaj wrześniu!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *