Z miłości do chwil. Przegryzam lipiec!

Piękny minuty. Zaparzyłam zieloną
kawę, wciągnęłam ulubiony miękki sweter i skrzyżowałam nogi, by skulona i ogrzana kubkiem wczytać
się w minione dni. Czas płynie tak rozkosznie szybko, że ani na
trochę nie chcę podstawiać mu nogi, by się przewrócił czy
zatrzymał. Dzieje się dużo dobrego i właśnie dlatego tak bardzo
lubię letni okres. Przegryzam najsmaczniejsze chwile.

Nie potrzebuję nawet urlopu, lubię pracować, lubię mieć dużo do wykonania. Lubię po prostu wszystko. Z ogromną przyjemnością wracam więc specjalnie dla Ciebie przez wszystkie dni lipca. Tylko zerknij, jak pięknie było. U mnie i mam nadzieję, że u Ciebie również.

Siódmy miesiąc minął mi pod znakiem czerwonym owoców. Maliny, jagody, czereśnie, borówki, wiśnie… Było tego tak dużo, że do dziś czuję, jak płynie we mnie potężna dawka witamin. Mój aktualny numer jeden: sernik z mascarpone z malinami. Przepis już niebawem na blogu!
Początek lipca jest dla nas także symbolem Opener’a. Przez cztery upalne dni słuchaliśmy ulubionych kawałków, leżeliśmy na trawie, skakaliśmy w tłumie i przegryzaliśmy obiady w food truckach. Najwspanialszy koncert: Alt+J. Najwspanialszy food truck: Przystań.
Poza tym, w lipcu mogliśmy także przeczytać moje kulinarne felietony w naszemiasto.pl. Do pięknych chwil dołączam też pokaz kolekcji naszych przyjaciół Keyce. To właśnie wtedy odwiedziłam rewelacyjną sopocką lodziarnię Bacio di Caffe, w której spróbowałam wegańskich sojowych lodów na bezglutenowym wafelku oraz rozsmakowałam się w kremie z dyni u Fidel’a.
W trakcie miesiąca zadziały się też prawdziwe cuda! Razem z trójmiejskimi blogerkami stworzyłyśmy na jeden dzień najsłodszą cukiernię, w której serwowałyśmy nasze wypieki. Pieniądze, które zebrałyśmy, przeznaczyłyśmy na specjalistyczną karmę dla chorych psiaków ze schroniska Promyk. Do dziś, gdy wracam myślami do tego dnia, cisną mi się łzy ze wzruszenia. Pełną relację znajdziecie tu: klik!
A na moim balkonie… pojawiły się zieleninki. Stewia, mięta, rozmaryn, maleńkie chilli. Przemycam je do wszystkiego. Faworytem wciąż pozostaje: rozmarynowy pudding chia z borówkami.
Próbowaliście już jaglanego sushi z pietruszkowym pesto? Jeśli nie, koniecznie sprawdźcie ten przepis: klik.
W sierpniu podzielę się także swoją krótką historią muffinową oraz zaserwuję najlepszą owsiankę na wodzie.
Kolejna piękna sprawa lipca: przekroczyliśmy liczbę 500 ulubieńców przegryzania na Facebooku. Mam cichą nadzieję, że wszyscy przegryźliśmy wiele kilogramów świeżych malin i czereśni, które w tym roku były wyjątkowo soczyste i dojrzałe. Dziękuję, że jesteście!

Jeśli akurat w tym miejscu jesteś po raz pierwszy, przegryź mnie: Facebook – klik!

No i co jeszcze na podsumowanie lipca? Oczywiście See Bloggers!

To było moje pierwsze spotkanie na See Bloggers. O wcześniejszych edycjach sporo się naczytałam i naoglądałam. Co tu dużo opowiadać… było fantastycznie. Pomimo wielu opinii na temat nachalnych sponsorów, zbyt dużej ilości konkursów, reklam, bannerów, ja bawiłam się świetnie. A to za sprawą osób, z którymi miałam okazję spędzić odrobinę weekendowego czasu. Zaciśnięte więzi, nowe znajomości, doznania z kuchnią molekularną i zatopienie się w fotelach głównej sceny, aby posłuchać ciekawych prelekcji. Było co robić!

Uśmiecham się, gdy wracam myślami do wspólnych pogaduszek, zaskoczenia, jak łatwo się odnaleźć w tłumie (prawda Magda:)?) i odkrywania tego, że świat jest naprawdę mały… Już teraz przebieram nóżkami i czekam na następną edycję.

A jak minął Tobie ten wspaniały lipiec? Widzimy się w sierpniu!



4 thoughts on “Z miłości do chwil. Przegryzam lipiec!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *