Przegryzam Tłustą Kaczkę. Restaurant Week w Trójmieście

– O, można tutaj pograć w golfa! – radosny głos wykreował pierwsze słowa po przejechaniu wąskiej uroczej dróżki, do której można zjechać z drogi głównej w Orłowie. Pole golfowe to jednak tylko sąsiedztwo, dopełnienie krajobrazu. Po wjechaniu na parking, zobaczyliśmy prosty budynek. Nasz cel. Tłusta Kaczka, a w niej same dobroci.

Przekroczenie progu Tłustej Kaczki jest niezwykle miłe dla zmysłów. Co tu dużo opowiadać – jest pięknie i prosto. Wszechobecne drewno, stoły przygotowane dla gości i bezszelestni kelnerzy to detale, które od razu zakodowałam. Mój M. wychwycił piękny sosnowy bar, który trzeba przyznać, jest wyjątkowy. Miejsce tuż przy oknie i surowej ramie skrywającej łodygi drzew, skutecznie zakorzeniło mnie w tym przytulnym kącie, przez co do końca naszej wizyty nie rozejrzałam się dokładnie, co skrywa w sobie jeszcze te wnętrze. Jedno jest pewne: pachnie naturą, lasem, świeżością.
Kuchnia w Tłustej Kaczce jest tradycyjnie polska i nowoczesna zarazem. Brzmi skomplikowanie? Nic bardziej mylnego. Szef kuchni samodzielnie dobiera sezonowe i zawsze świeże składniki, dzięki czemu każda wizyta może oznaczać zupełnie nową kartę.
Do Tłustej Kaczki wybraliśmy się z okazji trwającego do 17 maja Restaurant Week’a. Mimo masowego wydarzenia, kelnerzy z niewymuszoną opieką starali się wyczarować nam komfortową atmosferę. Po wtopieniu się w wygodne fotele, zachwyceniu wnętrzem i rozkoszowaniu chwilowej samotności (po piętnastu minutach od naszego wejścia, restauracja wypełniła się nowymi gośćmi), podano nam przystawkę.

Przystawka: Krem ze szczawiu i pokrzywy z jajkiem w koszulce

 
 
Pierwsza napełniona łyżka uniosła się w górę. Wyczuwalna kwaskowatość szczawiu od razu rozbudziła bodźce. Jej dominacja została delikatnie załamaną nutą pokrzywy i było to połączenie naprawdę smaczne. Jak na przystawkę przystało, porcja była niewielka, ale odpowiednia. Większa ilość zielonego kremu skłoniłaby mnie do odstawienia. I choć mogę się mylić, ja wyczułam dodatek koziego mleka. Biorąc pod uwagę fakt, że kuchnia zaopatruje się także od kaszubskich dostawców, jestem skłonna tkwić w przekonaniu, że dodatek koziego mleka lub śmietany faktycznie nastąpił.
To co, wywołało uśmiech na mojej twarzy to jajko w koszulce. Już nie chodzi o to, że doskonale uzupełniło smak, a rozpływające się żółtko dopełniło leśną barwę kremu. Najważniejsze dla mnie było co innego. To kształt. Był niedoskonały, podobny do tego, który najczęściej mi wychodzi. W głębi siebie poklaskałam z radości.
Cena regularna w menu: 12 PLN
Szczęśliwym rozwiązaniem dla kolacji we dwoje jest możliwość spróbowania dwóch różnych dań. Tłusta Kaczka w ofercie na Restaurant Week zaproponowała danie zarówno mięsne, jak i wegetariańskie. Wspaniale!

Danie główne nr 1: Polędwiczka wieprzowa sous vide w ziołowym chlebie żytnim na puree jabłkowym i potrawce z młodej kapusty z sosem na bazie koniaku

 
 
Dla ciekawskich: sous-vide to metoda przygotowania potraw na zasadzie długiego gotowania w szczelnym zamknięciu próżniowym.
Jeśli miałabym zobrazować pojęcie „rozpływająca się w ustach” to wskazałabym bez wahania tę polędwiczkę. Kompozycja kwaskowatego musu jabłkowego z młodą kapustą i odrobiną dobrej jakości polędwiczki to kęs pełen eksplozji smaku. M. uważa, że nie jadł lepiej przyrządzonej polędwiczki. A ja mu wierzę, choć na moim talerzu pojawiło się także coś dobrego.
Cena regularna w menu: 36 PLN

Danie główne nr 2: Potrawka z soczewicy z młodymi warzywami

 
 
Nie wiem dlaczego zakodowałam sobie w głowie, że otrzymam „pieczeń z soczewicy”. Nie wiem i nie żałuję, ponieważ zaskoczenie smakuje najlepiej. Natłuszczona oliwą rzepakową potrawka rozpromieniła moje oczy, gdy ujrzałam zielone szparagi. Plotki niekiedy okazują się prawdziwe – tu faktycznie króluje sezonowa kuchnia i świeżość. Plastry ściętego parmezanu połaskotały moje kubki smakowe, choć już soczewica sama w sobie była wystarczająco aromatyczna. Ostatnie podniesienie widelca wypełnionego lentilkami z groszkiem, młodą marchewką i selerem naciowym utwierdziły mnie, że jednak danie było ciut za słone. Nim zdążyłam nawilżyć podniebienie, na stół podano deser.
Cena regularna w menu: 24 PLN

Deser: Tarta cytrynowa z sorbetem z kwaśnej śmietany i miętowym żelem

 
 
I znowu. Spodziewałam się części tarty, wykrojonego niewielkiego trójkąta z okrągłej blachy. Dostaliśmy jednak swoje indywidualne, prywatne okrągłe tartaletki. Niewielki sorbecik przypomniał mi kulkę mozzarelli, jednak szybko rozchwiałam swoje myśli i skupiłam się na wbijaniu widelczyka w kruche maślane ciasto. Cytrynowa masa bardzo słodka i średnio kwaśna. Deser był po prostu dobry. Idealny stałby się, gdyby miętowego żelu było o kilka kapek więcej. Te kropeczki, które wysmakowałam, pozwoliły mi jedynie domyśleć się, że był to bardziej cukrowy mus zmiksowany z miętą. Smak cytrynowy zdecydowanie zdominował trzydaniowe menu w Tłustej Kaczce. Wracając do domu, wciąż czułam słodycz i zapach kruchego ciasta, takiego jaki przygotowuje się w domu na bazie dobrej jakości masła. Deser polecam zdecydowanie zjadać we dwójkę.
Cena regularna w menu: 12 PLN

 

Wracając myślami do Tłustej Kaczki, wyobrażam sobie, jak musi teraz pięknie wyglądać, gdy świeci tam słońce. Zapach drewna, leśne barwy na talerzach i surowe stoły. Wiecie, że jeśli nie wierzycie w świeżość i naturalność składników, możecie zajrzeć do kuchni? Ja bym zapukała, żeby przesłać uśmiech za tę wspaniałą polędwiczkę. Była najlepsza. Wpadnijcie na nią na Spółdzielczą 2 w Orłowie.


6 thoughts on “Przegryzam Tłustą Kaczkę. Restaurant Week w Trójmieście”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *