Popierz, pobazyliuj, pocynamuj. O przyprawach w mojej kuchni

 
Nie skłamię, gdy wyznam, że samodzielnie i z własnej woli nie kupiłam woreczka soli od ładnych kilku lat. Gromadzące się lektury na temat zatrzymywania wody w organizmie, problemów z ciśnieniem i metabolizmem skutecznie zachęciły mnie do pożegnania się z solą w swojej czystej postaci na rzecz aromatycznych ziół. Odpowiednio skomponowane kombinacje pozwalają wydobyć z dań całą kwintesencję tego, czego oczekują moje kubki smakowe. Dziś opowiem ciut ciut o przyprawach w mojej kuchni. A Twoje? Jakie lubisz najbardziej?

Pieprz kajeński

 
Wyobraź sobie kuchnię pełną aromatu, wyrazistą, ostrą, taką, że w trakcie smakowania przecierasz mokrą skórę między nosem a ustami. Pieprz kajeński przemycam niemal do każdej potrawy, często  zapominając  o jego wyjątkowo rozgrzewających właściwościach. Zawarta w nim kapsaicyna podnosi temperaturę ciała i doskonale wpływa na poprawę przemiany materii oraz proces spalania kalorii, a co za tym idzie, jest wspaniałym towarzyszem diet odchudzających.

W kuchni dodaję do:
– Sosów pomidorowych
– Pieczonych frytek z warzyw: selera, marchwi, batata, pietruszki
– Porannego twarożku z czerwoną papryką
– Zup krem, szczególnie z brokułów i buraków
– Czipsów ze szpinaku
-Guacamole
– Hummusu

Oregano

 
Doskonale pamiętam jeszcze czasy podstawówki, gdy codzienne szkolne kanapki wzbogacałam szczyptą suszonego oregano. Smarowałam wtedy chleb żytni świeżym masłem, sypałam solą i oregano i tak naprawdę to wystarczyło, by koledzy z klasy pytali: co robisz, że Twoje kanapki są takie dobre? Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że oregano zawiera w sobie liczne przeciwutleniacze, które działają przeciwnowotworowo i sprawiają, że dłużej zachowujemy młodość. Dodatkowo, pozytywnie wpływa na układ oddechowy oraz jelita. Świetnie współgra z ostrymi przyprawami, m.in. pieprzem kajeńskim. Skoro zatem ten pierwszy podwyższa termogenezę organizmu, a oregano łagodzi podrażnienia, ja już znalazłam swoją idealną ziołową kombinację.
 

W kuchni dodaję do:

– Sosów do pizzy
– Drobiu
– Burgerów wołowych
– Jajecznicy
– Drożdżowych bułek (dodaję do ciasta razem z rozmarynem)
– Kanapek ze świeżym masłem i solą
– Zupy krem z cukinii
 

Bazylia

Suszoną kiedyś często myliłam ją z oregano. Silny aromat świeżej wersji sprawił jednak, że teraz z zamkniętymi oczami jestem w stanie ją rozpoznać w każdej postaci. Najczęściej dodaję ją w formie świeżo zerwanych listków, które cechują się silnymi właściwościami łagodzącymi. Pomaga w niestrawności i braku apetytu. Świetnie sprawdza się w trakcie tzw. gorszych dni, ponieważ działa przeciwdepresyjnie i zmniejsza niedogodności związane z bezsennością. Dla ciekawskich, mamy kilka odmian bazylii, m.in. czerwona, grecka, cynamonowa, czy cytrynowa. Jest wrażliwa na obróbkę termiczną, zatem lepiej dodawać ją dopiero pod koniec przyrządzania.

W kuchni dodaję do:

– Porannego twarożku z ogórkiem
– Sosu pomidorowego ze szpinakiem
– Domowego Pesto
– Zupy krem z groszku
– Pieczonego pstrąga
– Sosu do sałatek na bazie oliwy

Majeranek

 
W mojej kuchni odgrywał nieznaczącą rolę. Nie zauważałam go, ba, nie byłam nawet w stanie rozpoznać. W szufladach Taty zawsze myliłam go z oregano, jednak teraz ten tajemniczy składnik znalazł schron także i w mojej kuchni. Zbawienny wpływ na układ trawienny sprawia, że polecany jest szczególnie osobom będącym na diecie lekko i łatwostrawnej. Co więcej, dodanie go do potraw ciężkostrawnych powoduje, że nasz organizm lepiej sobie poradzi z przyswojeniem wartościowych składników. Poza tym, okazuje się zbawienny przy przeziębieniach. Słowem, dla każdego coś dobrego!
 

W kuchni dodaję do:

-Marynat do mięs czerwonych
-Żurku
– Zup z nasion strączkowych
– Drobiu
– Farszu na bazie grzybów

Ziele angielskie

 
Zawsze stroniłam od czegoś, czego nie można bezpośrednio wsypać do potrawy i trzeba trudzić się z wyszukiwaniem tego, by pod koniec prześledzić i wyłowić. Do czasu, gdy dodałam do swojego pierwszego w życiu rosołu ziela angielskiego. To kolejny sprzymierzeniec w walce z problemami trawiennymi, a także z… trądzikiem.  Odkaża organizm i jest zbawienny dla osób, których kompleksem stała się nadmierna potliwość.
 

W kuchni dodaję do:

– Bulionu warzywnego lub drobiowo-warzywnego
– Domowego sosu barbecie
– Marynat do mięs czerwonych
– Grzańców

Gałka muszkatołowa

 
Znałam ją głównie jako składnik popularnych mieszanek korzennych, które z Siostra dodawałyśmy do świątecznych pierników, czy w późniejszych latach rozgrzewającego grzanego wina. Obecność w mojej kuchni zawdzięcza koktajlowi z suszonych śliwek, jabłek i daktyli. Potrafi zaskoczyć, dlatego używam jej naprawdę w małych ilościach. Zawarta w niej popularna mirystycyna może okazać się trująca. Gałkę kupuję tylko w całości i trę na tarce. Ta w postaci mielonej dość szybko traci aromat. 
 

W kuchni dodaję do:

– Korzennych wypieków
– Grzanego wina
– Sosów serowych
– Pikantnej pasty fasolowej
– Potraw z grilla
– Surówek z kapusty

Rozmaryn

 
Nigdy nie zapomnę aromatu ziołowych bułeczek ze szczypiorkiem i solą morską, które wzbogaciłam dużą dawką rozmarynu. Miałam wtedy może z dziesięć lat i dopiero stawiałam pierwsze kroki w kuchni, a ciasto drożdżowe wydawało mi się zarezerwowane wyłącznie dla babć i ich słodkich wypieków. Rozmaryn jednak dał o sobie znać i było czuć go w całym domu. Tak pozostało do dziś. W postaci suszonej czy świeżej – jest wspaniały. Pobudza organizm,  chroni serce i naszą psychikę, zatem staje się niezastąpiony, gdy dopadnie nas tak zwane wypalenie i poczucie beznadziejności.  Lubię czasem pomuskać dłonie świeżą gałązką, by móc przez większość dnia czuć ten zapach.
 

W kuchni dodaję do:

– Pieczonych ziemniaków
– Cukinii gotowanej na parze
– Sosów pomidorowych
– Drożdżowych bułek ziołowych
– Indyka
– Świeżych sałat

Cynamon

 
Był taki czas, że wmawiałam sobie i innym, że jestem uczulona na cynamon. Tak naprawdę cała historia opierała się na tym, że pewnego dnia przejadłam się okropnymi płatkami śniadaniowymi z cynamonem, po których kolejne dni miałam wyciągnięte w życiorysu. Szczęśliwa ja, że te czasy już za mną, a teraz mogę do woli delektować się jego smakiem, zapachem i właściwościami. Jest doskonałym towarzyszem diet odchudzających, reguluje trawienie i pobudza organizm do szybszego spalania. Miłośnicy kawy sypanej niech wiedzą, że dodanie szczypty cynamonu spowoduje, że niemiłe i mokre fusy łatwiej się ze sobą wiążą w całość, a kawa staje się łatwiejsza do wypicia. Jak dla mnie – absolutny uczestnik śniadaniowych pozycji.
 

W kuchni dodaję do:

– Owsianki i jaglanki
– Jogurtu naturalnego
– Korzennych wypieków
– Pełnoziarnistych muf finek
– Chai latte
– Koktajlów mlecznych
– Pieczonych owoców
– Puddingów

Pieprz ziołowy

 
 
Kto by pomyślał, że mieszanka przypraw stara jak świat, będzie teraz przeżywać swoje odrodzenie. Połączenie ostrych i wyrazistych ziół to stały element diet odchudzających i oczyszczających. Kminek, majeranek, lubczyk, gorczyca, kurkuma, pieprz kajeński… Kombinacji pieprzu ziołowego może być wiele, jednak każda z nich odtruje nasz organizm, zadziała moczopędnie, podwyższy temperaturę ciała i obniży ciśnienie. Okazuje się niezbędny przy wszelkiego rodzaju zapaleniach i problemach z trawieniem.
 

W kuchni dodaję do:

– Drobiu
– Łososia (łączę go ze skórką pomarańczową)
– Jaj
– Pasty z kukurydzy
– Burgerów wołowych/wieprzowych
– Świeżych surówek
– Sosów z dodatkiem chrzanu lub musztardy
– Zup z dodatkiem ziemniaków

Curry

 
Zapach tej przyprawy pozwala mi przenieść się myślami do najwspanialszych upalnych wakacji. Nie wiem czemu, ale już sam aromat wprowadza mnie w doskonały nastrój. Moim pierwszym doświadczeniem z curry był dziki ryż z ananasem, kurczakiem i kokosem. Popularna mieszanka ziół działa przeciwnowotworowo, przeciwdepresyjnie, przeciwzapalnie i chyba wszystko, co złe „przeciw”. Łagodzi
bóle, nie tylko fizyczne, ale także te psychiczne. I chyba te drugie są powodem, dla którego warto chociaż raz dziennie pomyśleć „zjadłabym coś z curry”. Uśmiech gwarantowany.

W kuchni dodaję do:

– Zupy krem z marchewki z mlekiem kokosowym
– Kurczaka z ryżem
– Pieczonych frytek z marchewki lub batata
– Dań tzw. jednogarnkowych z dodatkiem czerwonej papryki
 
 
Pozostałe przyprawy, bez których nie wyobrażam sobie kuchennych szuflad to pietruszka, koperek, kmin rzymski, kurkuma, pieprz
cytrynowy i wędzona papryka. A jakie są Twoje?


3 thoughts on “Popierz, pobazyliuj, pocynamuj. O przyprawach w mojej kuchni”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *