Przegryzione w marcu

 

Ledwo zdążyłam odwrócić głowę przez ramię, aby spojrzeć, czy nie upaćkałam sobie płaszcza od marcowych kałuż, a miesiąc dobiegł końca. I choć łaskawy był pół-na-pół, zdążyłam w lepszych chwilach mieć w ręku aparat i zatrzymać w obiektywie to, co przegryzłam…

Pierwsze promienie wiosennego słońca zachęciły, by pomuskać morski piasek. W kieszeni miałam przy sobie obłędne cantucci (klik)
Zdążyłam też popluskać śnieżnoblade stopy w Bałtyku!
Po pracowitych tygodniach, piątkowałam sobie przy koktajlach – klik
Ta doskonała brioche tylko udowodniła mi, że nie ma rzeczy niemożliwych – klik po przepis
Moje śniadaniowe marcowe menu składało się głównie z jaglanki. Śmiało stwierdzam, że jestem od niej uzależniona.
Uzależniona od kaszy jaglanej do tego stopnia, że piekę z niej ciasteczka – klik.  Zając spod rąk cudownej Cioci Eli. Lubię na niego patrzeć i odliczać do swoich ulubionych Świąt.
Marzec był też wspomnieniem kuchni wietnamskiej, którą poznałam, gdy jeszcze nawet nie potrafiłam wymienić składników kruchego ciasta. Klik po przepis na ultralekkie sajgonki
Kruche ciasto z kajmakiem i cukrowymi jajeczkami to wielkanocny smak, którego nie mogę pominąć. Uwielbiam je przegryzać!
Do zobaczenia w kwietniu! 


6 thoughts on “Przegryzione w marcu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *